Kiedy się ocknęłam leżałam na ziemi,nie widziałam gdzie jestem. Jedyne co zdążyłam zauważyć wcześniej to że gość który mnie złapał,to był Cameron,ten psychol. Czego on ode mnie chce? A jak mnie zgwałci? Zabije?
Spokojnie Elise.....
Próbowałam się podnieść ale nie mogłam,byłam związana,cholera. Usłyszałam kroki więc udawałam że nadal byłam nie przytomna.
-Chyba dałeś jej tego za dużo,idioto!- Kto to był? Nie poznawałam tego głosu..
-Dałem tyle,ile miałem dać- Cameron.... Dlaczego ja? Nie mógł Sobie porwać innej? Zawsze ja.
-Po co ją porywałeś? Teraz wszyscy będą jej szukać i będziesz miał przesrane,stary.-
-Ona jest moja,a ten nowy co przyszedł to mi ją zabiera- O nie,on jest chory,naprawdę,ja chcę stąd wyjść nie chcę tu być.Nie umyślnie otworzyłam oczy.
-Hej piękna- Urgh,zamknij się.
-Wypuść mnie psycholu- zaczęłam się drzeć w niebo głosy.
-Jesteś moja- Podszedł bliżej,już wiedziałam co on chcę zrobić.Chciał mnie naznaczyć.Próbowałam się wyrywać,drzeć,pluć,szarpać,nic. Zrobił mi malinkę,zajebiście.
-Wypuść mnie do chuja pana,co ja Ci zrobiłam? Moja wina że jesteś pojebany i NIGDY z Tobą nie będę? Nie moja.- syknęłam
-Ty mała dziwko- Wkurzyłam się,zaczęłam szarpać za sznury.Poluzowały się więc szybko przestałam,żeby się nie zauważył.
Wyszedł,nareszcie.Musiałam się stąd wydostać,natychmiast.Odwiązałam sznur na nadgarstkach i na kostkach.Powoli wstałam i ruszyłam do drzwi przez które wyszedł psychol,jego nowa ksywa. Nikogo nie było więc ruszyłam dalej,rozglądając się na wszystkie strony.Zaczęłam biec kiedy zobaczyłam drzwi do wyjścia z magazynu.Już miałam otworzyć drzwi gdy psychol stanął mi na drodze,super.
-Nigdzie nie idziesz,skarbie- Jego czarne tęczówki patrzały się w moje niebieskie.
-Czyżby?- Kopnęłam go w kroczę następnie otworzyłam drzwi i zaczęłam biec ile sił w nogach.Byłam już dość daleko więc pozwoliłam Sobie na mały przystanek koło dębu,miałam słabą kondycje.Już miałam biec dalej ale poczułam wibracje w kieszeni co oznaczało że ktoś do mnie dzwoni,nieznany numer.
-Halo?-
-Nie uciekniesz,dopadnę Cię,kochanie- Niemal wyczułam jego szyderczy uśmieszek na twarzy,psychol.
-Daj mi spokój- Łzy zaczęły cieknąć z moich powiek,rozłączyłam się i biegłam dalej.Gdzie ja w ogóle byłam? Zobaczyłam drogowskaz który wskazywał że znajduję się 15km od domu, I żeby było zabawniej,tam nic nie jechało,kompletna pustka. Co ja miałam zrobić?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział mi się nie podoba ;/////////
Nie mogłam wytrzymać,ciągle mam nadzieje że ktoś to czyta ;///
Do następnego ! <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz